Leave a comment

Chajari – na świecie wciąż jest wielu wspaniałych ludzi.


P1160031

Ludzie spotkani w drodze stanowią wyjątkowy rozdział w podróży. Szczególnie takiej, kiedy jest się bardzo daleko od domu i wszystkiego, co się zna i kiedy jest się zdanym praktycznie wyłącznie na siebie. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy chyba nazbyt entuzjastyczni podróżnicy, nie jest tak, że będąc na wymarzonej wyprawie trafia się wyłącznie na osoby o wielkich sercach. Dlatego zachowanie zdrowego rozsądku to podstawa… Prawdą jest natomiast to, że podczas podróży, szczególnie rowerowej, która wymaga jednak znacznie większego wysiłku, ilość poznanych wspaniałych ludzi jest zaskakująca! Wszystkie przejawy życzliwości i przyjaźni doświadczane od zupełnie obcych osób, sprawiają, że wielu z tych, którzy podróżują po prostu staje się lepszymi ludźmi. Z pewnością obok satysfakcji z realizacji własnych marzeń, obok zachwytu nad niezwykłymi krajobrazami z odległych miejsc na świecie, to właśnie życzliwość spotkanych ludzi, którzy ze szczerym sercem wspierają i pomagają w drodze jest tym, co najcenniejsze w podróżowaniu ☺

Życzliwych osób podczas naszej rowerowej włóczęgi spotkaliśmy wiele. Od drobnych, przyjaznych gestów, poprzez przyjmowanie nas pod swój dach, wszyscy ci ludzie w dużym stopniu przyczynili się do tego, że nasza podróż mogła trwać. Nelson i Teresita z Chajari w Argentynie to właśnie takie osoby, których spotkanie jest czymś bardzo cennym.

Poznaliśmy ich pod koniec lutego, gdzieś w okolicach miejscowości Las Lajas, kiedy to pedałowaliśmy na południe w stronę Ushuaia. Sympatyczna para zatrzymała wtedy swój samochód na drodze, widząc dwóch obieżyświatów na tandemie, po to żeby… zaprosić nas do swojego domu na obiad! Tak, to nie żart!  Czasem trudno uwierzyć w taką serdeczność wobec obcych osób ale jak widać są ludzie gotowi zaprosić nieznajomych do siebie po prostu po to by ich ugościć. Po krótkiej rozmowie Nelson i Teresita stwierdzili, że przydałby nam się porządny, argentyński posiłek i że jeśli przyjedziemy ich odwiedzić to chętnie nas takim ugoszczą. Na małym skrawku papieru zapisali nam swój adres. Byliśmy pod wrażeniem przyjacielskiego gestu. Nie bardzo jednak wierzyliśmy w spotkanie. Włosko-argentyńskie małżeństwo mieszkało daleko od Las Lajas a my w dodatku zmierzaliśmy w dokładnie przeciwnym kierunku, do jeszcze bardziej odległego Ushuaia. Powiedzieliśmy więc tylko, że jeśli uda nam się do nich dojechać to z pewnością trochę to potrwa, potem pożegnaliśmy się serdecznie i nowi znajomi odjechali.

I rzeczywiście trochę to wszystko trwało ale po czterech miesiącach od naszego spotkania, po przejechaniu zimnej i wietrznej Patagonii, zjawiliśmy się w małej miejscowości Chajari przed ładnym drewnianym domkiem Teresity i Nelsona. Zadzwoniliśmy do drzwi a oni od razu nas poznali i powitali serdecznie jakby cały czas czekali na nasze spotkanie. To było niesamowite!

Teresita jest rodowitą Argentynką z Chajari. Bardzo życzliwa i przyjacielska kobieta, wokół której od razu wyczuwało się pozytywną atmosferę. Teresita była niegdyś nauczycielką a obecnie zajmowała się ręcznym tworzeniem ozdób i dekoracji do domu oraz biżuterii.

Nelson natomiast, z pochodzenia Włoch, sporo lat temu wyemigrował do Argentyny w poszukiwaniu lepszego życia. Jak twierdził w Europie jeśli nie ma się pieniędzy na start trudno jest czegokolwiek się dorobić i podnieść swój standard życiowy, nawet jeśli jest się bardzo pracowitym. Któż mógł go lepiej zrozumieć niż my Polacy? Moglibyśmy przytoczyć wiele takich przykładów z własnego kraju… W Argentynie Nelson miał swoją firmę, działającą nie do końca legalnie ale chyba za bardzo nikt się tutaj takimi rzeczami nie przejmował a obywatele nie byli tropieni przez US czy ZUS i „wyciskani” przez państwo, tak jak w Polsce. Jego firma zajmowała się wytapianiem tłuszczu z mięsnych odpadów, z których produkowano tłuszcze spożywcze do smażenia i pieczenia. Całe przetwórstwo odbywało się na podwórku i w garażu, gdzie po wytopieniu rozlewano tłuszcz z wiader do specjalnych pojemniczków, w których zastygał na kostki. Nelson miał dwóch młodych pracowników. Widać było, że jest zadowolony – był u siebie, z radia pogrywała muzyczka a oni płukali, mielili mięso i gotowali w kotłach, gawędząc przy tym wesoło. Bez stresu i nadmiernego pośpiechu. Nelson produkował 400 kg tłuszczu tygodniowo i sprzedawał w cenie 7 pesos za kilogram. Za te pieniądze on i jego żona mogli sobie wreszcie pozwolić na wybudowanie niewielkiego, drewnianego domku w stylu alpejskim i spokojne życie w małej, cichej miejscowości Chajari. Gdyby wpadł tu nasz SANEPID to byłaby prawdziwa jatka! Inspektorzy momentalnie zmietliby cały ten interes z powierzchni ziemi. Ale na szczęście dla nas wszystkich tutaj ich nie było! Nelson i jego pracownicy pracowali sobie spokojnie na podwórzu, pod blaszanym dachem, gdzie na stołach rozkładali mięso i kości, polewali wodą z węża, potem rąbali tasakiem własnej roboty (wykonanym z części jakiejś maszyny rolniczej) a na koniec mielili i wrzucali do kotłów, pod którymi paliło się ognisko. Drewno Nelson miał za darmo bo wystarczyło pojechać do tartaku i można sobie było wziąć drewnianych odpadów ile potrzeba.

Nelson i Teresina mają dwa koty i psa, które wiodą tu życie królewskie ale również koty sąsiadów bardzo ich kochają i często zaglądają na podwórko. Zawsze coś się dla nich znajdzie, nawet jeśli gospodarze nie poczęstują, to same się obsłużą ☺ I cóż by znów na to powiedział SANEPID? Ale tutaj nikt się nie rozchorował… Tłuszcz wytapia się przecież na ogniu a wysoka temperatura niszczy bakterie. W czasie siesty tłuszcz stygnie sobie w wiadrach po oleju samochodowym i dopiero później trafia do garażu, gdzie czekają małe foremki wyłożone pergaminem. Ot i cały proces produkcyjny.

Spędziliśmy z Nelsonem i Teresitą kilka wspaniałych dni. Jedliśmy smaczne posiłki, przyglądaliśmy się jak pracują i odpoczywaliśmy. Dzięki pomocy Nelsona, który w swoim garażu miał różne użyteczne narzędzia Przemek doprowadził rower do porządku. Zespawał co trzeba i znów mamy nasze „nóżki” – podpórkę, które wyglądają nieco zabawnie ale bardzo ułatwiają życie. Mamy też naprawione bagażniki i przyczepkę a poza tym … mnóstwo pozytywnej energii i przekonanie, że na świecie wciąż jest wielu wspaniałych ludzi ☺

Reklamy

Posted Marzec 23, 2015 by D&P in Argentyna

Tagged with , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: