12 Komentarzy

Barreirinhas 14.05-19.05.2011

Barreirinhas jest małym, turystycznym miasteczkiem. Mieszkańcy w dużej mierze żyją z turystów, prowadząc pousady, biura turystyczne, restauracje lub sklepy z pamiątkami. Największym atutem Barreirinhas jest to, że znajduje się bardzo blisko Parque Nacional dos Lencois. Właściwie tylko dlatego warto tu przyjechać, gdyż poza tym mieścina nie oferuje żadnych specjalnych atrakcji. Można się jeszcze wybrać do kilku sąsiednich miejsc, gdzie wycieczki organizowane są przez liczne biura turystyczne. Oprócz parku do odwiedzenia poleca się miejsce zwane Cardosa, gdzie można podryfować na dętkach w czystej wodzie, można się też wybrać promem do miejscowości Cabure, położonej na wydmach przy samym oceanie – podobno oaza spokoju i ciszy. Miasteczko to malutkie centrum, składające się z kilku brukowanych uliczek i sklepów oraz małe molo nad rzeką i piaszczystą wydmą, która pełni rolę plaży.

Niestety w Barreirinhas nie ma campingów. Po pierwszej nocy spędzonej na stacji poszliśmy do miasta prowadząc nasz kontuzjowany pojazd. Mijaliśmy różne posady i hotele, pytaliśmy o camping ale wszyscy kręcili głowami. Wreszcie trafił nam się facet na motorze z jakiegoś biura turystycznego, który dobrze mówił po angielsku i poradził nam, żeby udać się do Pousady Terral, nad rzeką, gdyż tam mają trochę miejsca i spytać czy nie pozwolą postawić namiotu. Tak też zrobiliśmy. Z początku były problemy i jakiś pracownik nas odesłał ale ktoś zawołał szefa. A szef jak to szef – człowiek interesu, który wolał nie tracić kasy, którą mógł zarobić. Cenę miał zresztą niewygórowaną jak na tutejsze warunki – płaciliśmy 7R$/osoba za noc. Znaleźliśmy się więc z naszym namiotem przy samej rzece, w całkiem zacisznym miejscu obok małej restauracyjki, która serwuje posiłki dla gości z posady Terral, położonej kawałek dalej, po drugiej stronie ulicy. Gości za dużo nie było, więc potem gdy restaurante pustoszało mogliśmy sobie usiąść przy stoliku i zjeść swój posiłek lub popisać na kompie. Mieliśmy dostęp do toalety i prysznica. Nie musieliśmy się też obawiać o nasze rzeczy bo szef siedział przy swojej pousadzie i miał wszystko pod kontrolą 🙂

Pierwsze dni zajęło nam jak zwykle pranie i naprawa roweru i tu niespodzianka! Okazało się, że w mieście znajduje się sklep rowerowy i jest to największy i najlepiej zaopatrzony sklep, jaki widzieliśmy w Brazylii. Sprzedawcy poinformowali nas, że opony 28 cali w tym kraju się nie sprzedaje, więc trzeba było jednak zostać przy małym kole ale doprowadzić rower do porządku. Kupiliśmy tutaj przerzutkę Shimano Alivio i oponę, ponadto Przemek zostawił obsłudze w sklepie naszą piastę i do tego zrobiono nam koło z najporządniejszej obręczy jaka była w sklepie – obręcz zjazdowa, wyglądająca na mocną i solidną. Kosztowało nas to R$ 240 ale mieliśmy nadzieję, że to na dłuższy czas rozwiąże nasze problemy. Oczywiście wybraliśmy się też na wycieczkę do Parku Narodowego Dos Lencois żeby zobaczyć wydmy. Już sam dojazd do tego miejsca może stanowić atrakcję dla żądnych przygód. Terenowy pick-up przeprawiał się po wertepach, przez piaszczystą drogę i zalane tereny, porośnięte buszem i nieźle wytrząsł turystów. Wydmy wywarły na nas bardzo pozytywne wrażenie. Choć wycieczka trwała tylko kilka godzin, można jednak było nacieszyć oko niezwykłym krajobrazem i do woli zażywać kąpieli w krystalicznie czystych jeziorkach powstałych ze słodkiej, deszczowej wody, które rozsiane są pomiędzy wydmami na terenie całego parku. Biały, drobny jak mąka piasek i jeziorka z czystą wodą tworzą niecodzienny widok. Świetnie wyglądać to musi z samolotu, jednak taka wycieczka to już zbyt duży jak dla nas wydatek, ale biura mają takie loty w swojej ofercie. Ceny wycieczek są bardziej przystępne niż w Lencois, gdyż odległości są mniejsze a usługa obejmuje tylko przejazd, bez wyżywienia, w które trzeba się zaopatrzyć we własnym zakresie. Za wizytę na wydmach zapłaciliśmy 40 R$/osoba. Zamierzaliśmy jeszcze wybrać się na dętki ale ostatecznie porzuciliśmy ten zamiar, gdyż jadąc do Barreirinhas wielokrotnie pływaliśmy w rozlewiskach tej właśnie rzeki, więc nie było idei płacić tylko po to żeby popływać na dętce. Przez kilka dni zdążyliśmy już odpocząć, a nawet „się rozleniwić” i doprowadzić do porządku nasze rzeczy oraz lepiej sobie podjeść. Czas więc było ruszać w dalszą drogę. Teraz będziemy się kierować nad Amazonkę.

Reklamy

Posted Maj 18, 2011 by D&P in Brazylia

12 responses to “

Subscribe to comments with RSS.

  1. Ja jestem już po testach na UA – przejechałem po UA wertepach i dziurawych drogach ponad 250 km dzis ide na najwyzszy szczyt UA 2060mnpm.
    Rower i przyczepka spisują się dobrze, ale z takim obciążeniem (w sumie ponad 50kg+ja) to jadę średnio z prędkością 9,5km/h a dzienny zasięg to maks 60km – ale spokojnie można by było zrobić 100. Ale się nie przemęczam. Matereace do pompowania są upierdliwe i nastepnym razem biore zwykła karimatę z pianki.
    Moja opona schwalbe, ale zwykła marathon używana w dodatku sprawdza się. Kamil dał mi dodatkowo na tylne koło grubą dętkę. Do tej pory koła nie przebiłem.
    Mam prośbę, czy możecie podać ile u Was wszystko waży, tzn sam rower+sakwy+przyczepka z bagażem. U mnie w przyczepce mam około 20kg czyli w sumie ciągne 27 za sobą, ale jeszcze na rowerze plecak 8kg (aparat+netbook) rower 16kg i w sumie jak nic ponad 50 kg – bo jeszcze woada etc

  2. Acha , napiszcie taż proszę jaki Wasza średnia przeciętna prędkość i dzienny zasięg

  3. A tak a propos UA to mi się przypomniał taki wierszyk: „Nie pij wódki, nie pij wina kup se rower Ukraina”

    No i dalej głodów na rowerkach nie ma! Proszę ich ponownie dać bo widzę, że się popsuły.

    Może byście się aktywowali w serwisie blip.pl – przynajmniej wieści mogłyby być świeższe, zobaczcie sobie na mói: anthem.blip.pl

    Jak sprawdza się prysznic? Ja niestety go tylko 2 razy użyłem, ale było ekstra. Tylko że nie zawsze jest już czas by nagrzać wodę, dlatego głównie kąpie się chusteczkami nawilżonymi – idzie paczka na 1 kąpiel:)

  4. Kochani,

    sledzimy wasze relacje i jestesmy z wami myslami. Wielu ludzi, z ktorymi o was rozmawiam, zazdrosci wam wspanialej podrozy. W hoplandii wiosna w pelni, cieplo (20 st. C.) , bzy juz dawno przekwitly, tulipany rowniez. Za dwa tygodnie wyjezdzamy do moskwy na 10 dni a pozniej do Polski na reszyte urlopu. Taetze nie moze sie nadziwizc wspanialej podlodze i nie wierzy do konca, ze udalo sie wam tyle tutaj adzialac. Sciskamy was. Kerk Avezaath

    • CZY JA WIEM CZY JEST CZEGO ZAZDROSCIC. CZASAMI MAMY OCHOTE WYRZUCIC ROWER DO ROWU I DALEJ JECHAC AUTOBUSEM. ALE TO TYLKO CHWILOWE KRZYZSY, GDY CIEZKO IDZIE W UPALE, TRZEBA PCHAC ROWER. UWAZAJCIE TAM W MOSKWIE. pODLOGA NAS TYLE NIE ZMECZYLA CO TA WYPRWA. ALE DZIEKI TEJ PODLODZE MOZEMY SOBIE TERAZ TROCHE PEDALOWAC. POZDRAWIAMY

      • Dokładnie tak! Ja wcale nie zazdroszczę i już dawno wróciłbym do Rio de Janeiro i leżał tyłkiem do góry. Wasze relacje jak do tej pory to zupełnie jakby się czytało Piekło Dantego. To jest zupełna perwersja.!
        Jednak w mojej koncepcji podróży to aż takie niewygody w ogóle nie wchodzą w grę. Test po UA i Węgrzech dał mi jako takie rozeznanie w moich możliwościach i teraz będę już konkretnie analizował całą sytuacje (również finansową).
        Co do przyczepki to ja chcę zrobić do niej po prostu albo z włókna szklanego albo z carbonu kufer gdzie rzeczy byłyby bezpieczne, bo w tej sakwie to wszystko zmasakrowane, ona bokami wychodzi, zresztą po kilku miesiącach to się pewnie by podarła. Póki co nie jest nigdzie dziurawa, ale po prostu szwami dostało się błoto i miałem np trochę mokry śpiwór. A poza tym ja sie w tej sakwie nie mieszcze i namiot na UA musiał być doczepiany u góry! A czy Wy jesteście zadowoleni z tej atacamy? Bo moj namiot to chyba na tygodniowy wyjazd, już pekł jeden pałąk, a poza tym jakoś tak nie widzi mi się i będę chciał go sprzedać.

        Nadal nie ma głodów na rowerkach! A poza tym ściskam gorąco.

      • A dlaczego ma uważać w Moskwie, nie zauważyłem tam żadnej różnicy pomiędzy nasza stolicą, nawet mają pałace kultury podobne

  5. Ja już po testach po Ukrainie i Wegrzech przyczepka wytrzymała 800 km ale mam zastrzeżenia do czerwonej sakwy – przecieka i jest niewygodna. Namiot tez doniczego już jeden pret pękł.
    Padł rekord z przyczepką na Węgrzech, po równinie przejechałem w 10h 158 km! I rekord prędkości 55,5km/h ale przy hamowaniu ledwo utrzymałem równowagę.

    • Nasza torba na przyczepce juz dawno przecieka, juz w samolocie ja podziurawili 😦 Kupilismy plandeke i zawijamy torbe-to sie dobrze sprawdza. Nasz rekord predkosci to 74 km/h na zjezdzie a zaraz potem 4 km/h na podjezdzie 🙂 Tutaj wlasciwie prawie wcale nie ma plaskich odcinkow i jeszcze upal straszny dlatego nie latwo duzo km w jeden dzien zrobic. My stowy jeszcze nie przekroczylismy, na razie max to 96 km ale tez nie forsujemy sie zbytnio bo odleglosci sa duze i dojechanie z jednego punktu docelowego do nastepnego trwa tygodniami (ciaglej jazdy bez dnia odpoczynku). Waga naszego pojazdu… O moj Boze kto to wie! Bedzie ze 100 kg z calym bagazem, jedzeniem na conjmniej dwa dni i woda! Przyczepka dziala bez zarzutu juz ponad 2500km choc ja troche przerobilem przed wyjazdem. w miejsce nitow wstawilismy sruby. Nasza schwalbe musiala byc trefna bo przednia trzyma sie doskonale i ani razu nie trzeba bylo latac detki.

      • Może pękła bo duże obciążenie jest na tylnym kole?
        Ale Kamil mówił, że też mu jakiś marathon plus popękał!
        Mi dał zwykły marathon, używany i było okej, dał mi też b grubą dętkę, i zapewnił że jej nie przebiję. No ale…. zapomnieliśmy o owinięciu obręczy taśmą i dętka powchodziła w te dziury i się w 3 miejscach przebiła, ale to już było na Węgrzech i po przejechaniu 330 km, jak ją przebiłem to założyłem zwykłą i ta zwykła wytrzymała jakieś może 100 metrów i poszła od razu. Na szczęście niedaleko był wulkanizator 🙂 W BR byłbym bez szans bo wszystkie łatki już zużyłem 🙂

      • Opona byla po prostu trefna. Nawet nie pekla tylko sie rozlazla rownolegle do obreczy. Przednia tez mamy schwalbe maraton plus i jest bez zarzutu. Tutejsze opony wytrzymuja te obciazenia jakie mamy na rowerze. Na razie po wymianie kola jest ok. Pekla nam jedna szprycha po przejechaniu 1200 km, wiec jest w porzadku. Nie mamy tylko tylniego hamulca.

  6. Witam Podróżników!
    Dziś dostałem od Was maila i zaraz odpisuję, a właściwie tylko daję sygnał, bo jeszcze niczego nie poczytałem o Waszej nowej wyprawie. Tzn. Andrzej już mi kiedyś o tym wspomniał, ale nie wierzyłem, że do tego dojdzie.
    Jestem oszołomiony rozmiarem tej eskapady, nie wiem, od czego zacząć. Jak się już zorientuję, to Wam coś napiszę. W czerwcu czekam na Tych z Holandii, mamy mały program w Warszawie i okolicy, m.in. zaproszenie do posiadłości pewnego milionera na zwiedzanie prywatnego Parku Rzeźb meksykańskiego artysty Juana Soriano (otwórzcie sobie stronę „Marek Keller”), a potem Zakopane. Na razie kończę rok akademicki (czwarty, ha!), czuję się dobrze (78, ha, ha!), mejlujemy sobie z Babcią Mary, itd. Dziękuję za pamięć o mnie, pozdrawiam Was jak najserdeczniej. Podam Wasze namiary Rafałowi, który mieszka sobie teraz z Moniką rówieśniczką w Dziekanowie Leśnym (też Ich zapraszają na grilla, już raz tam byliśmy).
    Staszek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: